No i wyszło szydło z worka...przyszedł czas na działania radykalne...wykosić grzyby z organizmu...to ten czas, gdy otwierasz lodówkę i okazuje się, że nie ma tam nic do zjedzenia...zero mleka, cukru (laktozy, skrobi i oczywiście wszelkich rafinowanych cukrów)...zobaczymy, jakie pomysły przyniosą kolejne dni, tymczasem królować będzie młody jęczmień i chlorella ;)
piątek, 19 sierpnia 2016
Dieta - dzień 2
Kilka obserwacji poczynionych z rana: muszę chować z tzw. widoku resztki niedokończonego przez dzieci jedzenia, żeby nie chwycić "przypadkiem". I to wcale nie z głodu, czy wielkiej chęci zjedzenia czegoś niedozwolonego. Poprostu z bezmyślności i podświadomego nawyku.
Wczoraj wieczorem przygotowałam sobie pakiet startowy:
chleb z samych ziaren
pasztet ze słonecznika
pastę z bakłażana
pieczoną pierś z indyka
Całość zajęła mi jakies 2-3 godziny, ale jedzenia jest na kilka dni.
Dobry początek. Mam jeszcze chleb chrupki z sezamem z Lidla (wyłącznie z mąki żytniej, wody i soli) i płatki owsiane na śniadanie.
Póki co samopoczucie bardzo dobre, i brak jakichkolwiek dolegliowści. Właściwie mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że dawno już nie czułam się tak dobrze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz