No tak, ostatnio było trochę słabszych dni i jakieś takie niezidentyfikowane ogólne złe samopoczucie.
O dziwo wydaje mi się, że jest już lepiej pomimo tego, że próbuje mnie dopaść jakiś wirus.
Czuję wyraźnie, że zalęgł się w nosie i gardle, czekam na rozwój wypadków.
Do tej pory już pewnie byłabym całkowicie rozłożona na łopatki, ale wyraźnie czuję, że mój organizm podjął walkę i mam wrażenie, że wygram..
Olejek z oregano doskonale wspiera wszelką walkę z infekcją, więc mam "tajemną broń".
Niekiedy, przy opuchniętej krtani mało komfortowe jest połykanie tabletek z jęczmienia, więc wróciłam chwilowo do wersji sproszkowanej. Paskudztwo nieziemskie... próbowałam rozpuszczać go w minimalnej ilości wody, co dawało konsystencję zielonego mułu i pewnie identyczny smak..
dzisiaj jednak stwierdziłam, że im bardziej rozcieńczone jest to zielsko, tym mniej wyczywany smak..
Będę na pewno dalej eksperymentować, aż znajdę optymalne rozwiązanie :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz